Archive for the ‘Jak’ tag
Astro: Domowe sposoby poznawania przyszłości no comments
Pragnienie zapewnienia sobie szczęścia i pomyślności towarzyszyło ludziom od zarania dziejów. Stąd właśnie w życiu dawnych plemion wzięły się wróżby i magiczne zaklęcia. Miały one sprawić, że człowiek czuł się panem swojego losu i wierzył, że ma wpływ na swoje życie, a także na siły przyrody i los innych ludzi. Wróżby i obrzędy magiczne związane były najczęściej z określonymi porami roku lub świętami, a od ich wyniku zależała pomyślność w kolejnym etapie życia./Inne
W miarę jak człowiek zdobywał wiedzę o świecie, wróżby i gusła traciły swoje znaczenie, powoli zmieniając się w tradycję i przesądy. Często zachowywano dawną formę wróżb, wypełniając je nową treścią. Do dziś wiele z nich przetrwało, jednak bardziej w formie zabawy i rozrywki, niż rzeczywistego przepowiadania przyszłości. Mało kto wierzy we wróżby, ale może jest w nich ziarenko prawdy? A oto niektóre z tradycyjnych polskich wróżb:
Wróżby w Noc Świętojańską
Noc Świętojańska, zwana także kupałnocką, przypada z 23 na 24 czerwca. Jest to najkrótsza noc w roku – wigilia dnia św. Jana. Wierzono, że jest to noc niezwykła, że "na św. Jana słońce kłania się ziemi dwa razy" (dwukrotnie zachodzi). Wróżby tej nocy dotyczą przede wszystkim miłości i małżeństwa.
Dziewczęta plotły wianki, które mocowały do deseczek, a w środku umieszczały świecę. Wianki te puszczały na wodę i jeśli wianek płynął bez przeszkód lub wyłowił go ukochany, oznaczało to szybki ślub i szczęśliwe życie. Jeśli zaś wianek utknął w zaroślach lub świeca zgasła, wróżyło to niepomyślność dla miłosnych planów.
Dziewczęta wyruszały także na poszukiwanie ziela, najczęściej języcznika, które miało im zapewnić miłość ukochanego i powodzenie. Do lasu należało pójść przed północą – nago, z rozpuszczonymi włosami, wypowiadając zaklęcie.
Chłopcy natomiast udawali się na poszukiwanie kwiatu paproci, który miał zakwitać w tę noc. Kwiat miał przynieść znalazcy bogactwo, szczęście, dar przepowiadania przyszłości i stawania się niewidzialnym oraz umiejętność leczenia ludzi i zwierząt.
Dzień św. Katarzyny
Zgodnie z tradycją, był to męski odpowiednik dnia św. Andrzeja. Tego dnia (24 listopada) wróżyli tylko chłopcy, ale ich wróżby nie były tak wyszukane, jak andrzejkowe wróżby dziewcząt. Kawalerowie kładli pod poduszkę karteczki z imionami dziewcząt, a pod prześcieradło kobiecą bieliznę. Jeżeli przyśniła mu się dziewczyna, wiedział że przeznaczona jest mu ta, której imię napisał na kartce. Chłopcy mogli też wstawić do wody ściętą gałązkę wiśni lub czereśni. Jeśli zakwitła do Bożego Narodzenia, oznaczało to szybki ślub z wybranką.
"Katarzynki" nie przetrwały jednak do dnia dzisiejszego. Współcześni mężczyźni wróżą w dzień św. Andrzeja, podobnie jak kobiety.
Wróżenie pogody
W zwyczaju, szczególnie na wsiach, było przepowiadanie pogody z łatwych do zaobserwowania znaków. Mówiło się, że kiedy jaskółki nisko latają, spadnie deszcz. Przepowiadano również pogodę na nadchodzącą zimę – jeżeli w dzień woda utleniona na straży zdrowia św. Michała (29 września) wiatr wiał do wschodu, przewidywano wczesną zimę. Jeżeli noc była jasna, zima miała być sroga ("Gdy noc jasna na Michała, to nastąpi zima trwała").
Pogodę wróżono także w dzień św. Marcina (11 listopada). W "Ekonomice ziemiańskiej" z XVII w. Jakub Kazimierz Haur opisuje te wróżby: "Upatrują w św. Marcina prognostyk nie tylko przez gęsi piersiową kość, która śniegu wielkość białością, ciężkość mrozów czerwonością znamionuje, ale gdy jest sam dzień sucho pogodny, ostrą znaczy zimę, jeśli zaś niestateczne będzie powietrze, to też niestatecznej spodziewać się zimy".
Źródło: http://magia.onet.pl/1518995,poczytaj.html
Astro: 2012 – zagłada rozumu i reszty no comments
Budząc się tego dnia poczujesz zawrót głowy. I nie będzie to kac po szampańskiej zabawie. 21 grudnia 2012 zmienić ma się wszystko. Powtarzam: wszystko!/Inne
Skąd o tym wszystkim wiemy? Z dobrych, licznych i wysoko postawionych źródeł. Po części od Andromedian, po części Kasjopejan i Plejadian, po części wreszcie z agencji prasowych i doniesień mediów krajowych. Pewnych wieści dostarczyli nam także głęboko zakonspirowani informatorzy – z Atlantydy.
To, że zbliża się koniec świata jest raczej pewne. Przewidzieli to całkiem dawno Aztekowie i Egipcjanie. W grudniu 2012 kończy się bowiem ich kalendarz. By tego nie dożyć, obie cywilizacje zakończyły się same wcześniej.
„Patrick Geryl i Gino Ratinckx – znani badacze zagadek przeszłości – odnaleźli zapomnianą kapsułę czasu wiedzy starożytnych umieszczoną w potężnym labiryncie, wzniesionym, jak mówi legenda, przez cywilizacje sprzed potopu. Złamali starożytne szyfry gwiezdne sprzed 10 000 lat – jak tajemniczy zodiak z Dendery – i ustalili, że w roku 2012 Wenus, Mars, Orion i inne gwiazdy znajdą się w takiej samej pozycji jak w roku 9792 p.n.e., roku poprzedniego <<końca świata>>. I odczytali proroctwo, że będzie to początek końca naszej cywilizacji” – czytamy w przedmowie do klasycznej już pozycji zatytuowanej „Proroctwa Oriona na rok 2012”.
Istnieją też inne znaki – jak doniósł Reuters: 15 letni Nepalczyk, Rama Bomjona nie jadł i nie pił przez 10 miesięcy. Głodował tak zajadle, że w końcu zniknął. Wedle wypowiedzi jednego z mnichów ma on teraz do spełnienia tajne zadanie, które kończy się pod koniec 2012r. Dodajmy, że wedle niektórych, tych głębiej poinformowanych, ów Rama Bomjona może być nie byle kim, lecz nowym Buddą.
Orgazm z Plejad
Ale zacznijmy od rzeczy przyjemniejszych niż post i zagłada. Istnienie Plejadian odkryła pani Barbara Marciniak, Polka z amerykańskim paszportem. Stawia ją to w jednym szeregu z Kopernikiem i prof. Wolszczanem. Łącząc się za pomocą channellingu (to coś jakby kosmiczne gadu – gadu) z odległą i zaawansowaną cywilizacją Barbara Marciniak stara się nas ratować jak może i wcisnąć w ciasne nasze łepetyny choć odrobinę kosmicznej mądrości. Trzeba przyznać, czyni to z wdziękiem. Nauki Plejadian są bardzo pociągające – powinniśmy polubić samych siebie a także, seks i orgazm – najlepiej praktykowany wspólnie z kimś innym.
O intymnym życiu samych Plejadian autorka dyskretnie milczy, koncentrując się wszakże na rzeczach fundamentalnych. Przez plejadiański chanellimg dowiedziała się bowiem, iż podreczniki szkolne 21 grudnia 2012 nastąpi początek całkiem nowej epoki.
„Barbara Marciniak rzuca nam wyzwanie, abyśmy sprzeciwili się odwiecznym siłom ograniczającym świadomość. Przedstawia ona plejadiańskie klucze do otwarcia ludzkiej świadomości na nieskończone pole możliwości <<znaczącego życia>>, które zawiera w sobie wiedzę o tym jak: aktywować swój ukryty potencjał poprzez odczytywanie rzeczywistości symbolicznej w codziennym życiu, wykorzystywać moc seksualności w celu stworzenia większej bliskości oraz samowyrażenia się, rozpoznać moc przekonań, wierzeń i emocji oraz roli, jaką pełnią one, w uleczeniu chorób oraz uwolnić się z uczucia bezsilności i wzmocnić wrodzoną umiejętność tworzenia swej własnej rzeczywistości”, czytamy w zwiastunie polskiej poszerzonej reedycji dzieł zebranych pani Marciniak. Po grudniu 2012 może więc nastąpić nowy świt ludzkości i ogólna sielanka.
By tak stało się w istocie, musimy zdobyć się jednak na poświęcenie i męczeńską próbę, czyli zakup i lekturę ostatniej książki Barbary Marciniak (w Polsce ok. 30 ) pt. „Ścieżka Mocy”. W USA dzieło sprzedaje się już jak świeże plejadiańskie bułeczki z serkiem z Drogi Mlecznej.
Cały smutek Oriona
Orionianie są fatalistami. W książce „Proroctwo Oriona” czytamy m.in. „powstała na skutek przesunięcia skorupy ziemskiej gigantyczna fala zburzy całkowicie wszystkie biblioteki i zniszczy wszystkie książki”. Szlag trafi też wszystkie komputery. Jedyna szansa na ocalenie ludzkości to wykuć całą istniejącą wiedzę na blachę! Zacząć należy już dziś. Każda chwila to niepowetowana strata…
Do tych zaleceń autora Proroctwa, nijakiego Patrica Gerila (którego wiedza pochodzi w większej części mieszkańców Atlantydy – wiernych uczniów Orionian) stosuje się już dziś telewizyjna gwiazda Jolanta Rutowicz. Odtwarzając główną rolę w jednym z licznych reality – show ze zdumiewającą trafnością odpowiedziała na pytanie: którędy biegnie równik? Prawidłowa odpowiedź brzmi oczywiście: przez Mazury. Niestety, ludziom przyziemnym, zapatrzonym w przestarzałą XIX/XXI wieczną wiedzę wydaje się wciąż, że jakoś inaczej. Ale to odpowiedź pani Joli zgadza się co do joty z wyliczeniami Majów, Azteków, Orionian i mistrzów z Atlantydy!
Nas – ludzi wtajemniczonych, nie powinno to zresztą dziwić. Gołym okiem widać, iż Jola przybyła do nas wprost z gwiazdozbioru Wielkiego Konia, czczonego osobliwie przez Indian Nasca w Peru.
A niewtajemniczonym powiedzmy w skrócie: 12 grudnia 2012 półkula północna i południowa zamienią się miejscami, a lądy zaczną pędzić i napierać na siebie z taką prędkością, że nawet nie zdołamy tego zauważyć. Tak zapewniają Orionianie i lepiej im wierzyć na słowo.
A teraz wróćmy na chwilę do tego Gerila i dzieła jego życia.
- Piszę Proroctwo Oriona na rok 2012 w gniewie, rozpaczy i bólu, zaznacza autor we wstępie i wierzymy mu natychmiast; te same uczucia towarzyszą nam bowiem w lekturze jego książki od pierwszej do ostatniej strony.
Ale czytelnicy Proroctwa wściekają się i trwożą nie tylko z powodu nadciągającego końca świata i bibliotek.
„Przecież miałem zacząć korzystać ze swoich funduszy emerytalnych dopiero od roku 2015! Dwadzieścia lat temu podpisałem klauzulę, że przed tym terminie nie podejmę żadnych pieniędzy. Zwiększało to wydatnie ogólną sumę i mógłby żyć sobie luksusowo przez dziesiątki lat. Byłem święcie przekonany, że zrobiłem złoty interes. Tak było, zanim przeczytałem Proroctwo Oriona na rok 2012” – pisze w reklamie książki jeden z nich.
Na szczęście u nas – w Polsce nikt specjalnie nie liczy na emerytalne szaleństwa, a gromadzące nasze składki towarzystwa poniosły już takie straty, że po 2012 może być jedynie lepiej.
Z diagnozą tą w pełni zgadza się zresztą znany astrolog Leszek Szuman, wedle którego Polska ma być w roku 2012 miejscem w pełni bezpiecznym.
Czy aby na pewno? Ano, weźmy kalkulator i policzmy…
W grudniu roku 2012 minie okres 11 804 lat i 5 miesięcy lat, jaki upłynie od lipca roku 9792 p.n.e., kiedy to nastąpiło ostatnie przebiegunowanie Ziemi związane z wielkim potopem, przemieszczeniem się kontynentów i zatopieniem Atlantydy. Z tego mniej więcej okresu pochodzą Piramidy w Gizie, które są dokładnym odwzorowaniem konstelacji Oriona w ustawieniu z roku 9792 p.n.e. oraz Sfinks, który pod swymi łapami zawiera nie odkryte jeszcze komory ze zgromadzonym archiwum wiedzy starożytnych Atlantydów. Ale brak w tej dacie i liczbie lat mijającego cyklu kodu numerologicznej 9-tki, może gwarantować, że Ziemia i ludzie przetrwają. Obudzą się za to gwałtownie do Wielkiej Przemiany Wewnętrznej i Duchowej, do Wyzwolenia twórczego potencjału, czytamy na jednej z poważnych stron poświęconych fenomenowi roku 2012.
Kasiopejanie na tropie
Dziwnym trafem Kasjopejan odkryła także osoba związana (przez męża) z Polską – pani Laura Knight-Jadczyk. Knigt – Jadczyk komunikuje się z nimi także za pomocą chanellingu, ale w bardziej zaawansowanej wersji nazwanej „nadświetlnym transferem myśli” (to coś, jakby kosmiczne Skype z główki do główki).
Kasjopejanie także przewidują zamieszanie w końcu roku 2012. Ale naszym zdaniem, nie warto im wierzyć do końca. To krętacze, mitomani i miłośnicy teorii spiskowych. Ale o tym za moment. Zdaniem istot z Kasjopei za 3,5 roku będziemy świadkami Redukcji Makro-kosmicznej Paczki Falowej wytwarzającej zarówno fizyczne, jak i "metafizyczne" zmiany w kosmicznym środowisku Ziemi. Co to znaczy? Nie wiemy. Słowo.
Spośród wszystkich naszych informatorów Kasjopejanie to najbardziej przemądrzałe i pretensjonalne istoty.
Chcecie jeszcze jedną próbkę ich gadki? To posłuhjajcie: „Subtelne odpowiedzi, które wymagają wysiłku, żeby dokładnie zanalizować zalecane wytężone uczenie się. Nauka jest poszukiwaniem, za którym idzie potwierdzenie poznania poprzez odkrywanie. Nauka jest konieczna dla postępu duszy… w ten sposób budujesz swoje centrum mocy… Cierpliwość służy poszukującym ukrytej wiedzy… Przeszukujcie swoje "pliki". …Czasami najlepszym sposobem nauki jest studiowanie i badanie…” i tak ciurkiem, przez setki stron (internetowych)…
Najwyraźniej w trakcie tego ględzenia Kasjopejanie oglądają jednym okiem (oczami, czułkami?) CNN lub TVN 24, bo udzielają także panie Laurze Knight-Jadczyk wielu porad o charakterze bieżąco – politycznym. Poniżej przedstawiamy autentyczny fragment wywiadu z Larią, Kasjopejańskim rzecznikiem prasowym dokonanym pod koniec 2000r . Więcej na stronie http://kasjo.net/
- Witamy.
- Witamy.
- Kogo dzisiaj mamy z nami?
- Larria.
- Skąd transmitujesz?
- Kasjopeja. (…)
- A może planują te bomby użyć na Stany Zjednoczone?
- No są grupy partyzantów palestyńskich w USA. Cała rzecz ma być sterowana przez "regresywnych kosmitów" (cokolwiek TO jest) złożonych z 19 ras konstelacji Oriona wraz ze Smokowatymi i Syriuszanami. (…)
- Biorąc pod uwagę, że istnieje Jeden Światowy Rząd, a WSZYSTKIE narody są pod kontrolą kosmiczno/ludzkiego Konsorcjum, to ta informacja wygląda na dezinformację. Czy to prawda?
- Ciepło, ale można kupić "rzadkiej produkcji" broń od pozbawionych praw obywatelskich Rosjan, ale czy ona zadziała? (…)
Niemniej jednak ten gość tutaj jeszcze pisze różne rzeczy. Możecie skomentować?
- Bez komentarza!
Hm… Być może ostatnie pytanie jest o mnie, może nie. Ale zbierając materiały do tego tekstu (a wszystkie powyższe cytaty są w pełni autentyczne) jedno wiem już na pewno – światowa katastrofa nadciąga chyba rzeczywiście – w głowach. Być może nawet już trwa. Bo internetowych stron o roku 2012 i „kontaktach” z kosmitami jest dziesiątki razy więcej niż serwisów o najnowszych zdobyczach fizyki, czy astronomii, a ludzie opisujący podobne niezwykłości porobili na nich fortunę.
Ale zapewne Majowie, Orionianie i Atlantydzi przewidzieli także i to.
Maciej Wełyczko »Drukuj
Copyright 1996-2009 Onet.pl SA 
Źródło: http://magia.onet.pl/1517172,poczytaj.html?drukuj=1
Astro: Rozkład „Elka”- wróżba Elli Seleny no comments
Już niedługo przyjdzie lato, a wraz z nim kolejne zmiany w sklep magiczny naszym życiu. Proponujemy Wam wróżbę, którą możecie postawić sobie samodzielnie./Ella Selena
1. Karta, to co miało wpływ na przebieg sprawy w przeszłości,
2. Karta, jak to się dalej rozwinęło,
3. Karta przeszłość, ale mająca jeszcze wpływ na przyszłość, już odchodzi, rozmywa się, ale jeszcze działa,
4. Najważniejsza karta w rozkładzie, bo stanowi kolanko litery L, mówi co jest najważniejsze na ten czas, sugeruje też, czy rozkład ma wymowę pesymistyczną, czy też optymistyczną,
5. Karta, stanowi już stopę litery L, podpowiada jakie wpływy dosięgną nas w najbliższym czasie,
6. Karta, jak potoczy się, czy też rozwinie sytuacja,
7. Karta, wynik końcowy.
Jeśli nie rozumiemy przesłania, zawsze możemy dołożyć jeszcze jedną kartę.
Zrobiłam przykładowy rozkład na pytanie, czy uda mi się pewne przedsięwzięcie. Wybrałam następujące karty:
1. Odwaga
2. Oczarowanie
3. Przyjażń
4. Nowe możliwości – kolanko rozkładu
5. Poniżenie
6. Niegrzeczna dziewczynka
7. Opieka – wynik
Karty mówiące o przeszłości: karta Odwaga. Fakt, jestem bardzo odważną i dzielną osobą, do wszystkiego doszłam sama, korzystałam w życiu z pomocy Aniołów – Anioł Oczarowania. Zawsze też widziałam świat przez pryzmat czarów i magii, niezwykłości. To co z przeszłości -ale też wpływa na przyszłość – to karta Przyjaźń. W swoim przedsięwzięciu chcę skorzystać z pomocy wiernych mi ludzi, moich przyjaciół i ich także chcę wprowadzić do współpracy. Mogę uznać, że dobrze wybrałam i mogę na nich liczyć.
Źródło: http://magia.onet.pl/1245697,poczytaj.html
Astro: 2012 – zagłada rozumu i reszty no comments
Budząc się tego dnia poczujesz zawrót głowy. I nie będzie to kac po szampańskiej zabawie. 21 grudnia 2012 zmienić ma się wszystko. Powtarzam: wszystko!/Inne
Skąd o tym wszystkim wiemy? Z dobrych, licznych i wysoko postawionych źródeł. Po części od Andromedian, po części Kasjopejan i Plejadian, po części wreszcie z agencji prasowych i doniesień mediów krajowych. Pewnych wieści dostarczyli nam także głęboko zakonspirowani informatorzy – z Atlantydy.
To, że zbliża się koniec świata jest raczej pewne. Przewidzieli to całkiem dawno Aztekowie i Egipcjanie. W grudniu 2012 kończy się bowiem ich kalendarz. By tego nie dożyć, obie cywilizacje zakończyły się same wcześniej.
„Patrick Geryl i Gino Ratinckx – znani badacze zagadek przeszłości – odnaleźli zapomnianą kapsułę czasu wiedzy starożytnych umieszczoną w potężnym labiryncie, wzniesionym, jak mówi legenda, przez cywilizacje sprzed potopu. Złamali starożytne szyfry gwiezdne sprzed 10 000 lat – jak tajemniczy zodiak z Dendery – i ustalili, że w roku 2012 Wenus, Mars, Orion i inne gwiazdy znajdą się w takiej samej pozycji jak w roku 9792 p.n.e., roku poprzedniego <<końca świata>>. I odczytali proroctwo, że będzie to początek końca naszej cywilizacji” – czytamy w przedmowie do klasycznej już pozycji zatytuowanej „Proroctwa Oriona na rok 2012”.
Istnieją też inne znaki – jak doniósł Reuters: 15 letni Nepalczyk, Rama Bomjona nie jadł i nie pił przez 10 miesięcy. Głodował tak zajadle, że w końcu zniknął. Wedle wypowiedzi jednego z mnichów ma on teraz do spełnienia tajne zadanie, które kończy się pod koniec 2012r. Dodajmy, że wedle niektórych, tych głębiej poinformowanych, ów Rama Bomjona może być nie byle kim, lecz nowym Buddą.
Orgazm z Plejad
Ale zacznijmy od rzeczy przyjemniejszych niż post i zagłada. Istnienie Plejadian odkryła pani Barbara Marciniak, Polka z amerykańskim paszportem. Stawia ją to w jednym szeregu z Kopernikiem i prof. Wolszczanem. Łącząc się za pomocą channellingu (to coś jakby kosmiczne gadu – gadu) z odległą i zaawansowaną cywilizacją Barbara Marciniak stara się nas ratować jak może i wcisnąć w ciasne nasze łepetyny choć odrobinę kosmicznej mądrości. Trzeba przyznać, czyni to z wdziękiem. Nauki Plejadian są bardzo pociągające – powinniśmy polubić samych siebie a także, seks i orgazm – najlepiej praktykowany wspólnie z kimś innym.
O intymnym życiu samych Plejadian autorka dyskretnie milczy, koncentrując się wszakże na rzeczach fundamentalnych. Przez plejadiański chanellimg dowiedziała się bowiem, iż 21 grudnia 2012 nastąpi początek całkiem nowej epoki.
„Barbara Marciniak rzuca nam wyzwanie, abyśmy sprzeciwili się odwiecznym siłom ograniczającym świadomość. Przedstawia ona plejadiańskie klucze do otwarcia ludzkiej świadomości na nieskończone pole możliwości <<znaczącego życia>>, które zawiera w sobie wiedzę o tym amulety jak: aktywować swój ukryty potencjał poprzez odczytywanie rzeczywistości symbolicznej w codziennym życiu, wykorzystywać moc seksualności w celu stworzenia większej bliskości oraz samowyrażenia się, rozpoznać moc przekonań, wierzeń i emocji oraz roli, jaką pełnią one, w uleczeniu chorób oraz uwolnić się z uczucia bezsilności i wzmocnić wrodzoną umiejętność tworzenia swej własnej rzeczywistości”, czytamy w zwiastunie polskiej poszerzonej reedycji dzieł zebranych pani Marciniak. Po grudniu 2012 może więc nastąpić nowy świt ludzkości i ogólna sielanka.
By tak stało się w istocie, musimy zdobyć się jednak na poświęcenie i męczeńską próbę, czyli zakup i lekturę ostatniej książki Barbary Marciniak (w Polsce ok. 30 ) pt. „Ścieżka Mocy”. W USA dzieło sprzedaje się już jak świeże plejadiańskie bułeczki z serkiem z Drogi Mlecznej.
Cały smutek Oriona
Orionianie są fatalistami. W książce „Proroctwo Oriona” czytamy m.in. „powstała na skutek przesunięcia skorupy ziemskiej gigantyczna fala zburzy całkowicie wszystkie biblioteki i zniszczy wszystkie książki”. Szlag trafi też wszystkie komputery. Jedyna szansa na ocalenie ludzkości to wykuć całą istniejącą wiedzę na blachę! Zacząć należy już dziś. Każda chwila to niepowetowana strata…
Do tych zaleceń autora Proroctwa, nijakiego Patrica Gerila (którego wiedza pochodzi w większej części mieszkańców Atlantydy – wiernych uczniów Orionian) stosuje się już dziś telewizyjna gwiazda Jolanta Rutowicz. Odtwarzając główną rolę w jednym z licznych reality – show ze zdumiewającą trafnością odpowiedziała na pytanie: którędy biegnie równik? Prawidłowa odpowiedź brzmi oczywiście: przez Mazury. Niestety, ludziom przyziemnym, zapatrzonym w przestarzałą XIX/XXI wieczną wiedzę wydaje się wciąż, że jakoś inaczej. Ale to odpowiedź pani Joli zgadza się co do joty z wyliczeniami Majów, Azteków, Orionian i mistrzów z Atlantydy!
Źródło: http://magia.onet.pl/1517172,poczytaj.html
Astro: Wróżby andrzejkowe no comments
Dzień św. Andrzeja wypada 29 listopada. Dawniej wierzono, że wigilia tego święta ma szczególną moc przyciągania na ziemię duchów, dusz zmarłych oraz złych mocy. Dlatego właśnie uważano ją za doskonały czas do wróżenia./Inne
Wróżby andrzejkowe mają charakter najczęściej matrymonialny – tego dnia nie wróży się pomyślności, bogactwa, czy urodzaju. Pierwotnie był to wieczór kiedy wróżyły tylko panny ponieważ św. Andrzej uważany jest za ich patrona. nieumywakin woda utleniona na straży zdrowia Z czasem jednak nastąpiła zmiana i dziś w wigilię św. Andrzeja mogą wróżyć również mężczyźni.
Wróżenie z wosku
Co przygotować?
wosk: Prawidłowe przeprowadzenie tej czynności nie jest trudne. Wystarczy zdobyć odrobinę naturalnego wosku. Może być zwykła parafina, chociaż ona, ze względu na swoje właściwości nie oddaje w pełni zachowania tradycyjnego materiału. Odważniejszym proponujemy cynę bądź ołów, należy jednak bardzo uważać, ewentualne poparzenia mogą być bardzo groźne!
klucz: Aby wróżbę można było uznać za prawdziwą, należy użyć klucza z dużą dziurką przez którą będzie się przelewał wosk. Sam klucz powinien być tradycyjny, wykonany z mosiądzu, oczywiście używany.
woda: Należy również przygotować drewnianą balię z zimną woda ze studni… – to oczywiście przepis tradycyjny. W zupełności wystarczy plastikowa miska wypełniona „kranówką”. Miskę kładziemy na podwyższeniu.
garnuszek: Najlepiej jeśli będzie metalowy i… stary. Bowiem w nim właśnie będziemy topić wosk, prawdopodobnie więc do niczego innego nie będzie się już nadawał.
świeca: Świeca bądź jakieś inne źródło światła przyda się w momencie gdy będziemy chcieli zobaczyć na ścianie cień zastygłego wosku. Jest to konieczne do tego by przeprowadzić wróżby.
Jak przeprowadzić wróżenie?
(1) Nalewamy wody do miski, (2) podgrzewając jednocześnie garnuszek z odpowiednią ilością wosku. Gdy wosk będzie już płynny, (3) ostrożnie zdejmujemy garnek z ognia (4) i w jednej ręce trzymając garnek, a w drugiej klucz podchodzimy do balii z wodą. (5) Teraz należy ostrożnie przelać rozgrzany wosk przez dziurkę od klucza tak, by wlewał się on do wody w przygotowanej wcześniej misce. (6) Zapalamy przygotowaną wcześniej świecę (lampkę) i gasimy światło. (7) Wyjmujemy zastygły wosk z wody i przystawiamy go w pobliże źródła światła tak by jego cień ukazał się na ścianie.
Interpretacja
Wszystko zależy od tego co twórcy lejącemu wosk, przyjdzie do głowy. Nie ma tutaj ustalonych zasad. Należy się kierować raczej własną intuicją, ona i tak nawiązuje do znanej wszystkim symboliki, więc interpretacje będą podobne.
Wróżenie z obierzyn i butów
Należy rzucić za głowę obierzynę z jabłka, a z kształtu, w jaki się ułoży odczytać pierwszą literę imienia przyszłego męża. Za siebie rzucało się także buty. Jeżeli but upadł czubkiem do wyjścia, dziewczyna miała wyjść za mąż, jeśli do wnętrza – zostawała starą panną.  
Kluseczki
Kolejną wróżbą było zbiorowe gotowanie klusek. Dziewczęta zabierały się do gotowania myśląc o ukochanym, a ta, której kluska pierwsza wypłynęła na wierzch miała pierwsza wyjść za mąż za tego, o którym pomyślała.
Źródło: http://magia.onet.pl/1518999,poczytaj.html
Astro: Domowe sposoby poznawania przyszłości no comments
Pragnienie zapewnienia sobie szczęścia i pomyślności towarzyszyło ludziom od zarania dziejów. Stąd właśnie w życiu dawnych plemion wzięły się wróżby i magiczne zaklęcia. Miały one sprawić, że człowiek czuł się panem swojego losu i wierzył, że ma wpływ na swoje życie, a także na siły przyrody i los innych ludzi. Wróżby i obrzędy magiczne związane były najczęściej z określonymi porami roku lub świętami, a od ich wyniku zależała pomyślność w kolejnym etapie życia./Inne
W miarę jak człowiek zdobywał wiedzę o świecie, wróżby i gusła traciły swoje znaczenie, powoli zmieniając się w tradycję i przesądy. Często zachowywano dawną formę wróżb, wypełniając je nową treścią. Do dziś wiele z nich przetrwało, jednak bardziej w formie zabawy i rozrywki, niż rzeczywistego przepowiadania przyszłości. Mało kto wierzy we wróżby, ale może jest w nich ziarenko prawdy? A oto niektóre z tradycyjnych polskich wróżb:
Wróżby w Noc Świętojańską
Noc Świętojańska, zwana także kupałnocką, przypada z 23 na 24 czerwca. Jest to najkrótsza noc w roku – wigilia dnia św. Jana. Wierzono, że jest to noc niezwykła, że "na św. Jana słońce kłania się ziemi dwa razy" (dwukrotnie zachodzi). Wróżby tej nocy dotyczą przede wszystkim miłości i małżeństwa.
Dziewczęta plotły wianki, które mocowały do deseczek, a w środku umieszczały świecę. Wianki te puszczały na wodę i jeśli wianek płynął bez przeszkód lub wyłowił go ukochany, oznaczało to szybki ślub i szczęśliwe życie. Jeśli zaś wianek utknął w zaroślach lub świeca zgasła, wróżyło to niepomyślność dla miłosnych planów.
Dziewczęta wyruszały także na poszukiwanie ziela, najczęściej języcznika, które miało im zapewnić miłość ukochanego i powodzenie. Do lasu należało pójść przed północą – nago, z rozpuszczonymi włosami, wypowiadając zaklęcie.
Chłopcy natomiast udawali się na poszukiwanie kwiatu paproci, który miał zakwitać w tę noc. Kwiat miał przynieść znalazcy bogactwo, szczęście, dar przepowiadania przyszłości i stawania się niewidzialnym oraz umiejętność leczenia ludzi i zwierząt.
Dzień św. Katarzyny
Zgodnie z tradycją, był to męski odpowiednik dnia św. Andrzeja. Tego dnia (24 listopada) wróżyli tylko chłopcy, ale ich wróżby nie były tak wyszukane, jak andrzejkowe wróżby dziewcząt. Kawalerowie kładli pod poduszkę karteczki z imionami dziewcząt, a pod prześcieradło kobiecą bieliznę. Jeżeli przyśniła mu się dziewczyna, wiedział że przeznaczona jest mu ta, której imię napisał na kartce. Chłopcy mogli też wstawić do wody ściętą gałązkę wiśni lub czereśni. Jeśli zakwitła do Bożego Narodzenia, oznaczało to szybki ślub z wybranką.
"Katarzynki" nie przetrwały jednak do dnia dzisiejszego. Współcześni mężczyźni wróżą w dzień św. Andrzeja, podobnie jak kobiety.
Wróżenie pogody
W zwyczaju, szczególnie na wsiach, było przepowiadanie pogody z łatwych do zaobserwowania znaków. Mówiło się, że kiedy jaskółki nisko latają, spadnie deszcz. Przepowiadano również pogodę na nadchodzącą zimę – jeżeli w dzień św. Michała (29 września) wiatr wiał do wschodu, przewidywano wczesną zimę. Jeżeli noc była jasna, zima miała być sroga ("Gdy noc jasna na Michała, to nastąpi zima trwała").
Pogodę wróżono także w dzień św. Marcina (11 listopada). W "Ekonomice ziemiańskiej" z XVII w. Jakub Kazimierz Haur opisuje te wróżby: "Upatrują w św. Marcina prognostyk nie tylko przez gęsi piersiową kość, która śniegu wielkość białością, ciężkość mrozów czerwonością znamionuje, ale gdy jest sam dzień sucho pogodny, ostrą znaczy zimę, jeśli zaś niestateczne będzie powietrze, to też niestatecznej spodziewać się zimy".
Źródło: http://magia.onet.pl/1518995,poczytaj.html
Astro: Gdy horoskop jest tak pewny jak giełda no comments
Makler giełdowy Thomas Taccetta w pewien piękny dzień zeszłego lata sprawdzał wykresy finansowe przed zaplanowaniem inwestycji. Dzisiaj skonsultuje się także z wróżką. – Zagram na najszerszy indeks, S&P 500, a jeśli wróżka powie mi, że coś jest nie tak, to będę sprzedawał – mówi Tacetta./Inne
W czasach, kiedy nawet minister skarbu Henry M. Paulson Jr. zmienia raz w tygodniu zdanie na temat ratowania gospodarki, szukanie porad u wróżki nie wydaje się aż tak nieracjonalne. Gdy Waszyngton rozrzuca 700 miliardów dolarów, zastanawiając się kogo ratować: właścicieli domów, producentów aut, a może wujka Freda, dobra talia kart Tarota może się przydać.  
- Agenci nieruchomości, pośrednicy, bankierzy – do tych ludzi nie ma już po co chodzić – mówi Tori Hartman, wróżka z Los Angeles. – Oni czytają z kartek, przynajmniej tak to odbierają moi klienci. Ludzie widzą, że metody tradycyjne zawiodły, że budowanego bezpieczeństwa raptem nie ma. Przychodzą więc do wróżki, by spojrzeć na sprawy z innej perspektywy.
Interesy wróżek kwitną tak samo jak interesy astrologów, ludzi wywołujących duchy, czytających z dłoni, lub w jakikolwiek inny sposób przewidujących przyszłość (oprócz numerów w totka). Wśród klientów coraz więcej jest mężczyzn, zawodowych doradców od nieruchomości czy inwestycji, którzy za taką wizytę płaca od 75 do 1000 dolarów za godzinę.
- Mam coraz większy ruch na mojej stronie – mówi Aurora Tower, nowojorczanka sporządzająca dla swych coraz liczniejszych klientów wykresy gwiazd. – Ludzie sięgają po irracjonalne, gdy racjonalne zawodzi.     
Szarlataneria? I co z tego? W końcu wszyscy eksperci w kraju, od telewizyjnych speców po miliardowych inwestorów bankowych, nie byli do końca wiarygodni. A usługi paranormalne to jeden z rozwijających się sektorów gospodarki pogrążonej w kryzysie.
- Urywają się telefony – mówi Roxanne Usleman, wróżka z Manhattanu.
Usleman, która przywołuje do porad osobistych i finansowych anioły, odnotowała zarówno zwiększony ruch na stronie internetowej oraz wzrost liczby prywatnych wizyt. – Spotykałam się na spokojnie z 15-20 klientami tygodniowo – mówi. Teraz ma dwa razy więcej klientów. – Mam problemy ze zmieszczeniem wszystkich wizyt w grafiku – dodaje.
Dawn Carr, wróżka z Bostonu mówi, że jej zamówienia świąteczne zwiększyły się o 70 procent, po części dzięki zamówieniom z korporacji. – Ci ludzie nie szukają tylko rozrywki, ale także oświecenia – twierdzi.
Mimo że większość z nas zadowoliłaby się telepatycznym wglądem w umysł partnera, są ludzie, którzy chcą więcej. – Zwracamy się do wróżki najczęściej wtedy, gdy nie wiemy czego się spodziewać na rozmowie o pracę albo co myśleć o spółce – mówi Gita V. Johar, profesorka ze szkoły handlowej Uniwersytetu Columbia.
Johar, specjalistka od wpływu przesądów na zachowanie konsumentów, uważa, że gdy nasz portfel chudnie a biznes tonie, rozmowa z wróżką może dać poczucie kontroli. Sama nie potrzebowała zaglądać w kryształową kulę, by wiedzieć, że „wróżkom w niepewnej dla gospodarki sytuacji wzrosną obroty”.
Wysokie ceny usług wróżbitów nie odstraszają tych, którzy martwią się gospodarką. Hartman, wróżka z Los Angeles, mówi, że ruch na jej stronie internetowej wzrósł z 30 gości do 200 dziennie. Za 30-minutową rozmowę telefoniczną liczy sobie 150 dolarów, a za 90 minut prywatnej konsultacji 500 dolarów. Znakiem czasu może być fakt, że najlepiej sprzedają się świece zapachowe mające przynosić powodzenie w finansach – po 70 dolarów za sztukę.
Coraz więcej mężczyzn zaczyna szukać odpowiedzi u wróżek. – Dawniej mężczyzna odwróciłby się do żony pytając: „Kochanie, co powiedział ten przygłup?” – mówi Michael Lutins, pisarz i astrolog z Nowego Jorku. – Teraz patrzą z zainteresowaniem na to, co kiedyś było „babskim gadaniem”. Lutins prowadził wykłady o astrologii w tak męskich instytucjach jak Harvard Business School Club w Nowym Jorku.
Usleman mówi, że także jej, zazwyczaj damska, klientela się zmienia. Mężczyźni, prawnicy, doktorzy, prezesi i maklerzy giełdowi stanowią teraz około 50 procent zainteresowanych. Przychodzą do niej z konkretnymi pytaniami. – Pytają, na ile mam trafne prognozy czy daję na nie gwarancję, skąd czerpię informacje i czy mogę na nich polegać.
Poza nielicznymi przypadkami, wróżbici nie zakładają firm, więc ich zarobki trudno oszacować. Ale jest jedna osoba, która podjęła się zbadać wzrost popularności usług paranormalnych. To Robert LoCasio, szef LivePerson.com, strony oferującej porady telefoniczne u ekspertów, od finansów po wędkarstwo muchowe.
LoCasio sprawdził indeks nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan i wykresy dotyczące poczucia bezpieczeństwa konsumentów  od 2005 roku do września tego roku. Potem porównał te dane z danymi własnej firmy i wysnuł wniosek, że kiedy gospodarka jest w recesji, coraz więcej ludzi konsultuje się z wróżkami. LivePerson w tym roku odnotowało obroty w wysokości 70 milionów dolarów, z czego 70 procent pochodzi z usług wróżbitów. – Dziś przewodnik duchowy pełni rolę terapeuty, tym stał się biznes – mówi.
Podczas normalnych cykli gospodarczych wróżki oferują pomoc w sprawach sercowych i związkowych. Dziś są zasypywane pytaniami dotyczącymi spraw finansowych.
Alicia Bowling, która prowadzi bar sportowy na Manhattanie poszła do wróżki, kiedy spór z partnerem od interesów niemalże ją zrujnował. – Chodziłam do mojej wróżki dwa razy w roku, ale w tym roku, ups, byłam u niej mnóstwo razy – mówi 49 letnia Bowling. – Kiedyś pytałam o miłość, o to, czy wyjdę za maż, ale w tych trudnych czasach bardziej martwi mnie to, co stanie się ze mną i z moim barem.
Sergei Pamukh, makler giełdowy z Nowego Jorku, zawsze uważał się za sceptyka jeśli chodzi o sprawy nadprzyrodzone. Nieco zmienił podejście po wizycie u Usleman, wróżki z Manhattanu. Gdy jego interes miał kłopoty tej jesieni, wróżka zasugerowała, że odbędzie on podróż do Moskwy, aby spotkać się z pewnym rekinem finansowym. – Lecę za dwa, trzy tygodnie – mówi.
Usleman mówi, że dziś najczęściej słyszy takie pytania: „Czy powinnam znów zamieszkać z rodzicami?”, „Czy powinienem zabrać dziecko z prywatnej szkoły?”. – W przeszłości były to pytania:  „Czy powinnam decydować się na dziecko?”, ale dziś z tym się wstrzymujemy – dodaje.
Generalnie ludzie chcą wiedzieć co robić, by polepszyć swój status materialny. Fahrusha, wróżka z Manhattanu mówi, że klienci zaczęli zadawać jej bardzo konkretne pytania. – Chcą wiedzieć czy inwestować w konkretny fundusz lub pytają jak euro będzie się miało w stosunku do dolara. W innych czasach pewnie radzili by się fachowców, ale ci ludzie często są fachowcami.
Maria Napoli, astrolożka z Manhattanu, której klientela to krąg bogatych sław ze świata mody, sztuki i finansów zauważyła, że ludzie coraz częściej martwią się nie tylko swoją karierą, ale także sytuacją na świecie. – Pytają: „Gdzie zmierzamy jako kraj? Czy mamy kryzys?”. Przychodzi do mnie wielu Republikanów zastanawiających się nad kierunkiem swojej partii.
Głównie szukają spokoju ducha. – Opłaca się obstawić wszystko – mówi Stuart McFaul prowadzący firmę zajmująca się marketingiem i PR w San Francisco. McFaul zagląda do wróżki, kiedy dręczą go pytania dotyczące kierunku, w jakim podąża jego firma oraz jego konkurencja. – Wierzę, że trzeba poznać każdą opinię.
Bowling, właścicielka baru jest wdzięczna za każdy skrawek informacji. – W tak szarpiących nerwy czasach bywa, że wystarczy jedno słowo, by łatwiej przeżyć dzień – mówi. »Drukuj
Copyright 1996-2009 Onet.pl SA 
Źródło: http://magia.onet.pl/1520457,poczytaj.html?drukuj=1
Astro: Chiromagia leczy duszę no comments
Czy na naszych dłoniach zapisana jest przyszłość? Nie, ale widać na nich naszą teraźniejszość i przeszłość. A to wystarczy, aby z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, co nam się w życiu przydarzy./Victor M. AmelaMeksykanin Francisco Rodríguez Acatl jest jednym z najsłynniejszych na świecie wróżbitów czytających z dłoni. Kiedyś zajmował się chiromancją, ale porzucił ją dla chiromagii: nowej metody leczenia duszy. Gabinet Acatla, który od 23 lat mieszka i pracuje w Barcelonie, wiele mówi o właścicielu. Krzesła i lampy są w kształcie dłoni, ich fotografie i mapy wiszą na ścianach.
La Vanguardia: Co mówią o mnie moje dłonie?
Francisco Rodríguez Acatl: Są jak pamiętnik. Ich linie i wzgórki wyrażają wszystko, co pan przeżył.
Również to, co mnie czeka?
Nie, ponieważ przyszłość nie istnieje. A skoro tak, próżno szukać jej na dłoniach. Jest za to wachlarz możliwości, z których będzie pan wybierał kierując się dotychczasowym doświadczeniem. Zadecyduje więc o tym przeszłość. A tę znajdę na pańskiej dłoni.
I co pan tam widzi?
Inteligencję, komunikatywność, kłopoty uczuciowe, silną wolę… To wszystko mogę wywnioskować z linii serca, głowy i życia, które przecinają dłoń, oraz z linii wychodzącej spod palców linii przeznaczenia.
Przeznaczenia? A więc coś takiego istnieje?
O przeznaczeniu decyduje charakter. Sposób, w jaki patrzy pan na świat, kształtuje pańską przyszłość.
Ale jak to możliwe, że amulety mówią o tym moje linie papilarne?
Czy wie pan, że na jednej ludzkiej dłoni znajduje się więcej komórek nerwowych niż na całych plecach? Są tam tysiące zakończeń nerwowych połączonych z mózgiem. Jeżeli w mózgu zapisana jest pańska psychika, to na dłoni zobaczy pan mapę swojego mózgu: swojej psychiki.
Czy potrafi pan dowieść tego naukowo?
Czasopismo „Nature” opisało taką historię: w październiku 2001 roku w szpitalu Place d’Arsonval w Lyonie przeszczepiono okaleczonemu w wypadku pacjentowi dłonie zmarłej osoby. Operacja się powiodła. I co się okazało? Po pewnym czasie linie papilarne na tych dłoniach uległy zmianie.
O czym to świadczy?
Mózg żyjącego człowieka wyrył na dłoniach własny ślad. Zapis EEG wykazał zmiany w pewnych obszarach mózgu – musiał on dopasować się do nowych dłoni. Sam udowodniłem, że na kikutach osób bezrękich odtwarzane są linie papilarne, które wcześniej znaczyły ich dłonie.
Źródło: http://magia.onet.pl/1252143,poczytaj.html
Astro: Chiromagia leczy duszę no comments
Czy na naszych dłoniach zapisana jest przyszłość? Nie, ale widać na nich naszą teraźniejszość i przeszłość. A to wystarczy, aby z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, co nam się w życiu przydarzy./Victor M. AmelaMeksykanin Francisco Rodríguez Acatl jest jednym z najsłynniejszych na świecie wróżbitów czytających z dłoni. Kiedyś zajmował się chiromancją, ale porzucił ją dla chiromagii: nowej metody leczenia duszy. Gabinet Acatla, który od 23 lat mieszka i pracuje w Barcelonie, wiele mówi o właścicielu. Krzesła i lampy są w kształcie dłoni, ich fotografie i mapy wiszą na ścianach.
La Vanguardia: Co mówią o mnie moje dłonie?
Francisco Rodríguez Acatl: Są jak pamiętnik. Ich linie i wzgórki wyrażają wszystko, co pan przeżył.
Również to, co mnie czeka?
Nie, ponieważ przyszłość nie istnieje. A skoro tak, próżno szukać jej na dłoniach. Jest za to wachlarz możliwości, z których będzie pan wybierał kierując się dotychczasowym doświadczeniem. Zadecyduje więc o tym przeszłość. A tę znajdę na pańskiej dłoni.
I co pan tam widzi?
Inteligencję, komunikatywność, kłopoty uczuciowe, silną wolę… To wszystko mogę wywnioskować z linii serca, głowy i życia, które przecinają dłoń, oraz z linii wychodzącej spod palców linii przeznaczenia.
Przeznaczenia? A więc coś takiego istnieje?
O przeznaczeniu decyduje charakter. Sposób, w jaki patrzy pan na świat, kształtuje pańską przyszłość.
Ale jak to możliwe, że mówią o tym moje linie papilarne?
Czy wie pan, że na jednej ludzkiej dłoni znajduje się więcej komórek nerwowych niż na całych plecach? Są tam tysiące zakończeń nerwowych połączonych z mózgiem. Jeżeli w mózgu zapisana jest pańska psychika, to na dłoni zobaczy pan mapę swojego mózgu: swojej psychiki.
Czy potrafi pan dowieść tego naukowo?
Czasopismo „Nature” opisało taką historię: w październiku 2001 roku w szpitalu Place d’Arsonval w Lyonie przeszczepiono okaleczonemu w wypadku pacjentowi dłonie zmarłej osoby. Operacja się powiodła. I co się okazało? Po pewnym czasie linie papilarne na tych dłoniach uległy zmianie.
O czym to świadczy?
Mózg żyjącego człowieka wyrył na dłoniach własny ślad. Zapis EEG wykazał zmiany w pewnych obszarach mózgu – musiał on dopasować się do nowych dłoni. Sam udowodniłem, że na kikutach osób bezrękich odtwarzane są linie papilarne, które wcześniej znaczyły ich dłonie.
Co tak niezwykłego jest w naszych dłoniach?
Mają tylko jedną warstwę skórną. Dla porównania – plecy mają cztery warstwy. Pewnemu robotnikowi, który podczas wypadku doznał urazu czaszki, zanikły linie papilarne. Połączenie mózg-dłoń zostało zakłócone.
Czy wróżbici, którzy czytali z rąk przed wiekami, mieli tego świadomość?
Oczywiście, że nie. Wówczas chiromancja służyła przepowiadaniu przyszłości.
Czy można ufać chiromancji i osobom, które się nią zajmują?
„Nie ma sztuki, są tylko artyści” – powiedział Ernst Gombrich. To samo dotyczy przepowiedni: wszystko zależy od „tłumacza”. Sam zajmowałem się chiromancją, póki nie zorientowałem się, że w ten sposób nikomu nie pomagam.
Jak rozpoczęła się pańska przygoda?
Przyjechałem do Barcelony, żeby napisać pracę doktorską. Kryzys w Meksyku sprawił, że straciłem wszystkie pieniądze. Żeby zarobić na życie, zacząłem czytać z ręki.
Czy dłoń może odmówić współpracy?
Nie. Ręce zawsze mówią wszystko. Niektóre mnie zaskoczyły, to prawda… Na przykład dłoń księcia Filipa. Jest sklep ezoteryczny niezwykła, bardzo zrównoważona. Dostrzegam w niej wielką żywotność, znaczną inteligencję i dobroć.
Czy książę korzystał z pańskich usług?
Nie, ale osoby publiczne często pozdrawiają tłum podnosząc dłoń i mam to na fotografiach. Proszę spojrzeć na dłoń José Maríi Aznara. Człowiek o tak długim palcu wskazującym stworzony jest do tego, aby dowodzić. Taki sam palec miał Karol Wojtyła, tak samo Benedykt XVI.
Ile rąk obejrzał pan w życiu?
Ponad 30 tysięcy. Ale w pewnym momencie zrezygnowałem z chiromancji, która niczemu nie służy, na rzecz chiromagii. Uważam, że ma ona znaczenie terapeutyczne.
Cóż to jest ta chiromagia?
To sposób leczenia duszy. Ręka opowiada mi o doświadczeniach życiowych mojego pacjenta. Widzę, co go blokuje i co powoduje jego chorobę. Dlatego mogę mu pomóc. Kiedyś pewna kobieta zapytała mnie, czy powinna rozstać się ze swoim partnerem. Udzielanie rad w takich sprawach byłoby rzeczą nieetyczną. Ale spoglądając na jej dłoń, wiedziałem, jak pytać o jej pragnienia dotyczące życia i mężczyzn. Rozmowa ze mną sprawiła, że pacjentka sama zrozumiała, czego chce, i podjęła słuszną decyzję.
To raczej psychologia niż magia.
Mówię o chiromagii, ponieważ często zalecam moim pacjentom rytuały psychomagiczne, które pomagają uzdrowić duszę i rozwiązać problemy.
Proszę spojrzeć na moją dłoń. Co by mi pan doradził?
Ma pan dobre poczucie rytmu, powinien pan zająć się tańcem albo grą na bębenku. Nie żartuję! Jeśli zacznie pan tańczyć, pańskie życie odmieni się na lepsze. Proszę tańczyć!OnetAdsClientId = „30545262″;OnetAdsBoxChannel =”6047″;OnetAdsBoxWidth = 460;OnetAdsBoxHeight = 270;OnetAdsBoxFormat = „banner460_2″;OnetAdsKW = „wrozki tarot astrologia parapsychologia ezoteryka swiece hipnoza medytacja kadzidelka talizman joga magia radiestezja runy [feng shui]„;OnetAdsThemeFilter=”2″;OnetAdsNoIframe = 0;OnetAdsBracketing = „0″;OnetAdsBackgroundColor = „FFFFFF”;OnetAdsFillColor = „F8F8F8″;OnetAdsTitleColor = „672398″;OnetAdsBorderColor = „9E9E9E”;OnetAdsLinkColor = „9E9E9E”;OnetAdsTextColor = „000000″;OnetAdsParentBgColor = „FFFFFF”;OnetAdsFirstLineOnly = „0″;OnetAdsNoUrl = „0″;OnetAdsJoinUrl = „0″;
Autorem tekstu jest Victor M. Amela/La Vanguardia.»Drukuj
Copyright 1996-2009 Onet.pl SA 
Źródło: http://magia.onet.pl/1252143,poczytaj.html?drukuj=1
Astro: Rok Bawołu – prognoza ogólna no comments
Nowe zodiakalne zwierze horoskopu chińskiego, nowy władca świata, który urząd swój sprawować będzie przez chińskich dwanaście wróżenie z kart miesięcy, to ZIEMISTY BAWÓŁ (w charakterystyce yin). Nie jest to jedyna nazwa tego zwierzęcia. Zwykli ludzie horoskopowego opiekuna nadchodzącego roku nazywają bawołem w zagrodzie. Pod rządami tego zwierzęcia będziemy się radować i smucić od 26 stycznia 2009 r. godz. 15.56 do 13 lutego 2010 r. godz. 10.51 (tak głosi każdy chiński, tysiącletni kalendarz) czasu nie tylko pekińskiego, lecz z pewnością i naszego./Jacek Kryg
Patrząc na czasową rozpiętość okresu panowania Ziemistego Bawołu widać, że jest to wyjątkowo długi rok, bo trwający 384 dni. W jego ramach występują aż dwa dni lap chun, czyli dni początku wiosny (4 luty 2009r. oraz 4 luty 2010r.) zwane też świętami kochanków. Z tego zaś wynika, że jest to niezmiernie korzystny rok na zawarcie związku małżeńskiego lub na postaranie się o potomka. Może z pewnymi wątpliwościami dotyczącymi miesiąca przestępnego trwającego od 24.05 do 21.07, w którym to wzrasta ryzyko niepowodzenia. Wiele chińskich źródeł wskazuje jednak na fakt, że gwiazda okresowa podwójnego miesiąca przestępnego roku Ji Chou sjest tak bardzo sprzyjające człowiekowi Biały Merkury), że nawet w tym niestabilnym czasie można spokojnie zawrzeć związek małżeński. Jeżeli do tego dodamy, że Bawół jest znakiem uwielbiającym tradycję, że rodzina jest dla niego wszystkim należy uznać, że nadchodzący rok będzie szczególnie, jak mało inne lata, korzystny na zawieranie związków małżeńskich, na zakładanie rodziny i na postaranie się o potomka, co jest bardzo ważne, gdyż według wierzeń Chińczyków ma się narodzić znacząco więcej chłopców niż dziewcząt. Jako ciekawostkę warto też podać, że nawet stare chińskie przekonanie o tym, że lata zakończone cyfrą 9 to lata chaosu i niejako pomieszania w głowach, jeśli chodzi o sprawy małżeństwa i rodziny nie jest w stanie zaważyć na uznaniu tego roku za ze wszech miar fantastyczny.
Bawołu przypisuje się także wiele innych wartości, zdarzeń i przedmiotów, których wzrost znaczenia należy przewidywać z dużym prawdopodobieństwem. Wszystkie te dane mają ogromne znaczenie dla określenia, co w nadchodzącym roku będzie się liczyło, czego należy się spodziewać itd. I tak z Bawołem kojarzone są następujące państwa: Irlandia, Cypr Palestyna, Syria, Jordania, Argentyna, Południowa Afryka, Nigeria, Nowa Zelandia i Wenezuela. Można zatem przypuszczać, że wiele ciekawych, a może raczej zaskakujących rzeczy zdarzy się w tych krajach, czy w związku z tymi właśnie krajami.
Z poszczególnymi latami pozostającymi pod wpływem chińskich zwierząt zodiakalnych związane są niektóre kamienie szlachetne i ozdobne. Z Bawołem kojarzy się jadeit, jaspis, agat, lazuryt, lapis, alabaster i koral. Oznacza to, że te materiały wyjściowe mogą okazać się najlepsze do „produkcji” wisiorków, ozdób, talizmanów czy rzeźb. Nie ze względu na obowiązującą modę, lecz z powodu ich tegorocznych wibracji, które pozostawać będą w harmonii z wibracjami całego wszechświata. Można też popatrzeć na to nieco inaczej stwierdzając, że tegoroczną potrzebą człowieka będzie „ładowanie się” tego typu energią. To stwierdzenie odnosi się też do kolorów Ziemistego Bawołu, jakimi są żółty, fioletowy, blado różowy i ciemnoniebieski oraz do ulubionych przez ten znak: rozwiązywania krzyżówek starej mody, ogrodnictwa, rzeźbiarstwa, gotowania, cukiernictwa, szycia, majsterkowania, genealogii, speleologii, dekoratorstwa i projektowania.
Z kolei ogólne aktywności i sporty związane z Bawołem to: czytelnictwo, tradycyjny sposób działania, naprawa samochodów, kulturystyka, biegi długodystansowe, podnoszenie ciężarów, przełaje, rugby i soccer. Zatem także i na tych polach należy oczekiwać pewnych dokonań, choć trzeba pamiętać, że nic dwa razy się nie zdarza, a jedyną stałą rzeczą we wszechświecie jest ZMIANA.
Bawół – podobnie jak każde inne zwierzę zodiakalne – jest też pewnym symbolem. Chińczycy wierzą, że narodził się z tysiącletniej sosny. Reprezentuje pierwiastek yin, gdyż wyłania się z podmokłej ziemi lub z pola ryżowego. Jest zwierzęciem długowiecznym powoli podążającym żłobionymi przez lata koleinami. Chiński almanach Tong Shu, bez względu, którego dotyczy roku, zawsze zaczyna się i kończy obrazkiem chłopa prowadzącego Bawołu. Obrazki te dla wtajemniczonych są źródłem informacji o tym, jaki będzie nadchodzący rok, szczególnie dla rolnictwa, pogody, zbiorów czy dobrobytu w ogóle.
Jak już wspomniałem żywiołem roku 2009 jest podwójna Ziemia yin, która pozostaje w konflikcie z Ziemią yin Kozy (przeciwległa strona kompasu feng shui). Oznacza to, że możemy spodziewać się więcej niż zwykle trzęsień ziemi, obsunięć ziemi czy zawalenia się budynków. Mogą też dokuczać nam powodzie, lecz na lokalną skalę. Jeżeli do tego dodamy, że także huragany, powodzie i upały nie będą czymś rzadkim w roku Ji Chou, z pewnością nie będziemy się nudzili. Na pocieszenie pozostaje obserwacja, że nic dwa razy się nie zdarza – mówimy zatem o potencjalnych zagrożeniach, a nie rzeczywistych..
Z ogólnych zasad wynika, że Bawół zawsze jest drugim znakiem dowolnego dwunastoletniego cyklu astrologicznego. Oznacza to, że jego okresom panowania towarzyszy zapał konstruowania i budowania. Jeżeli do tego dodamy, że Bawół zawsze dobrze służył ludziom, że zawsze był solidnym, rzetelnym, silnym i obowiązkowym pracownikiem, należy oczekiwać, że premiowane będą: realizowanie wcześniej wytyczonych celów, trzymanie się tradycyjnych czy wypróbowanych sposobów postępowania, ciężka praca, wytrwałość, odpowiedzialność i sumienność. Niestety nie dla wszystkich znaków będzie to ulubiony sposób podejścia do rzeczywistości.
Gdyby podejść do analizy roku 2009 na chiński sposób, trzeba by zacząć od wyobrażenia sobie sytuacji pojawiającej się w I Ching, czyli Księdze Przemian (starożytny, oryginalnie chiński system wróżenia), a mówiącej o Ziemi nad Ziemią, czyli o podwójnej Ziemi yin, która symbolizuje pole lub ogród. W odróżnieniu od poprzedniego roku, kiedy Ziemia siedziała na Wodzie, a zatem istniał potężny konflikt żywiołowy zapowiadający najróżniejsze niepokoje, rok Ziemistego Bawołu jest okresem spokoju, refleksji, relaksu i lizania ran. Można nawet powiedzieć, że wreszcie nadszedł czas na odbudowę, rekonstrukcję, pomniejszanie różnic między dużymi i małymi antagonistami. Tendencje te trzeba wykorzystać w maksymalny sposób, gdyż na następny rok bez żywiołowego konfliktu będzie trzeba trochę poczekać (rok 2010 – konflikt Metalu z Drzewem, rok 2011 – konflikt Metalu z Drzewem, rok 2012 – konflikt Ziemi z Wodą, rok 2013 – konflikt Ognia z Wodą).
W roku „czystej ziemi” wszyscy ludzie, nawet ci, którzy nie interesują się tą tematyką będą w mniejszym lub większym stopniu wciągnięci w sprawy naszej planety. Zaobserwujemy większe niż zwykle zainteresowanie ekologią, wzrost niepokoju przed zmianami klimatycznymi, uczestniczyć będziemy w niezliczonych ilościach dysput bezpośrednio i pośrednio związanych z ochrona środowiska. A dyskutować się będzie na różnych poziomach od spotkań towarzyskich po międzynarodowe konwencje. Jednym zdaniem – nadchodzi bardzo sprzyjający czas na refleksje nad przyszłością planety Ziemia, na wyrażenie swoich obaw, co do kierunku zmian, jakim ona podlega.
Każdy rok, nie tylko ten, w którym dochodzi do bezpośredniego konfliktu żywiołów, niesie określone zagrożenie utraty zdrowia i sił witalnych. W roku Ziemistego Bawołu do najczęściej występujących problemów zdrowotnych będą należały: nadal kłopoty z układem krążenia (złe relacje Ognia), rejonem brzucha (konflikt Ziemi) – szczególnie z trzustką, nerkami i wątrobą, a nade wszystko rośnie zagrożenie rakiem. Więcej niż zwykle będziemy cierpieć na niestrawności, z powodu zatruć pokarmowych, czy w wyniku nabawienia się biegunki. Także nasze mięśnie i komórki mogą ulec znacznemu osłabieniu. Przez cały rok będziemy walczyli z otyłością, zatem osoby podatne na otyłość już na początku roku powinny podjąć znaczące zobowiązania, co do diety czy zdrowego sposobu życia. Im dalej w rok Bawołu, tym gorzej może być z samodyscypliną i realizacją zobowiązań wobec samego siebie.
Co by nie powiedzieć o zagrożeniach wiążących się z rokiem Ji Chou z całą pewnością winno być spokojniej, niż to miało miejsce w ubiegłym roku. Co więcej, należy oczekiwać radykalnych zmian na lepsze i to we wszystkich dziedzinach życia. Najkorzystniejszą porą roku winna być wiosna, a po niej zima. Lato, a w szczególności jesień winny nam dać się we znaki. Wśród specjalistów dużo mówi się o kłopotach ze „źródłami”, jakkolwiek byśmy ten termin rozumieli. Może zabraknąć minerałów, drewna, ropy, a nawet energii elektrycznej. Mogą też wystąpić kłopoty z dystrybucją najróżniejszych dóbr, lecz wszelkie niekorzystne sytuacje winno cechować powolne, lecz systematyczne powracanie do normalnego trybu. Być może najbardziej znaczącymi zmianami na gorsze będzie zauważalny wzrost wypadków nie tylko drogowych, lecz także nękających nas w pracy, czy w czasie np. pieszych górskich wycieczek. Dużo z nich będzie wynikało z pośpiechu, dlatego w roku każdego Bawołu warto zwolnić i wykazać się nadzwyczajną cierpliwością.
Bawół jest zwierzęciem uczciwym. Nie ma zatem mowy, o powodzeniu w czymkolwiek, a szczególnie w transakcjach, w których nie wszystko będzie czyste i transparentne. Nie warto też ryzykować, gdyż znak ten nie zna się na spekulacjach, czy grach rynkowych. Wydaje się, że w roku Ji Chou najważniejsza jest szczera i jasna wymiana informacji – dobre porozumienie z innymi. Tylko otwartość na uwagi innych, dobra współpraca, a nade wszystko cierpliwość i zwolnienie tempa pozwolą przejść ten nie łatwy okres z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Okres niełatwy, ale nie dramatyczny, o czym powinniśmy pamiętać szczególnie wówczas, gdy nie wszystko będzie się układało po naszej myśli.
»Drukuj
Copyright 1996-2009 Onet.pl SA 
Źródło: http://magia.onet.pl/1525701,poczytaj.html?drukuj=1